Osiara - Strona Polskiego Skutera OSA

Rajd pojazdów zabytkowych "Zamek Rydzyna 2010" - 2 maja 2010r.


Jak co roku o tym samym czasie 2-3 maja odbywa się Rajd Pojazdów Zabytkowych w małym miasteczku Rydzyna niedaleko Leszna. Tegoroczny rajd to już VIII jego edycja. Dokładnie rok temu razem z Osiarą tak sobie pomyśleliśmy ile Os się zleci w to malownicze miejsce następnym razem? Plany planami, różnie to bywa. Ja postanowiłem zaryzykować i na świeżo kupionej Osie mojej żony postanowiłem podjąć próbę przyjazdu do Rydzyny pod zamek, gdzie od samego rana zaczęły zjeżdżać się zabytkowe samochody i motocykle... Wiadomo po zakupie od razu gruntowne czyszczenie i kosmetyka, ale priorytet to czyszczenie zbiornika paliwa, gaźnika no i oczywiście wymiana starego oleju, którego i tak już nie było za wiele.

Na resztę zabiegów pielęgnujących przyjdzie jeszcze czas. Oskę chcemy pozostawić w takim stanie jak najdłużej, choć i tak silnik i elektryka przejdą dokładne oględziny jesienno - zimowymi wieczorami... Osa ku mojemu zdziwieniu odpaliła u starszego pana na pierwszym spotkaniu bez najmniejszych problemów, choć jak mówił, że ostatnio chodziła ona z 5 lat temu... Na zmianę czeka jeszcze osprzęt kierownicy i założenie puszki akumulatora, która niestety nie jest w najlepszym stanie, dlatego na rajd śmigałem bez tylnego oświetlenia. Całe szczęście, że reflektor z przodu działał jak należy. Rajd zbliżał się szybkimi krokami, więc nie miałem na tyle wolnego czasu by zdobyć puszkę i osprzęt kierownicy, ale mimo tego postanowiłem jechać razem z naszą ekipą. Namawiałem też wcześniej kilku znajomych Osiarzy , w tym Kolegę celestyna, jednak też dostałem od niego telefon w ostatniej chwili, że niestety nie da rady...

1 maja balując na weselu (na sucho oczywiście) byłem już myślami w Rydzynie. Po cichu liczyłem ilu nas się zleci do roju, jak słyszę, a raczej czuję wibracje telefonu, wyjmuję i widzę o Osiara dzwoni!Już się ucieszyłem, ale niestety po smutnym głosie słyszę, że coś jest nie tak. Okazało się, że nie da rady pojawić się mimo wielkich chęci z powodu kłopotów zdrowotnych jej konia. Rozmawialiśmy dłuższą chwilę żałując, że się tym razem nie spotkamy... W drodze na rajd była już natomiast załoga z Klubu SOKÓŁ BUDZYŃ z mężem naszej Osiary na czele... Po tym telefonie mówię sobie nie no teraz nie ma odwołania muszę śmigać bez dwóch zdań, choćbym miał być sam na Osie.

Z naszymi chłopakami wszystko dawno ustalone - start 2 maja godz 10.00 kierunek Rydzyna.

Rano Oska pięknie odpaliła, a my zadowoleni, bo i pogoda zaczęła się poprawiać po nocnym ulewnym deszczu, ruszamy w drogę. Oczywiście razem z Krzyśkiem (H-D) założyliśmy z góry, że nie bierzemy tym razem udziału w samym rajdzie(nie będę podawał powodów – są one znane kilku osobom) potraktowaliśmy ten rajd na luzie. Ja natomiast chciałem koniecznie pojawić się na żonkowej Osce, by spotkać się z naszymi Osiarzami z forum. Po drodze zbieramy się w większą grupę i z zadowolonymi minami lecimy dalej. Nie mamy aż tak daleko, jednak dla nowoczesnych pojazdów to pestka (choć i one czasem płatają w najmniej oczekiwanym momencie figla), a ze staruszkami to nigdy nic nie wiadomo. Jedziemy sobie jedziemy, aż słyszę jak moja Osa strzeliła sobie pach pach i koniec jazdy … Myślę sobie no masz qrcze co za pech - nie dojadę do Rydzyny??? Niemożliwe przecież ja muszę! Szybkie zerknięcie na świecę – hmm niby Ok! W międzyczasie Kolega Darek (nasza złota rączka nie tylko szpec od chromów) rzucił okiem na platynki, dotknął tu i tam i Osa znowu odżyła! Uff odetchnęliśmy z ulgą wierząc w to, że damy radę. Po tych zabiegach dotarliśmy na Rydzynę już bez problemów. W końcu się udało! Kolega Krzysiek świeżo złożonym pięknym Hearley'em (do tej pory startował ze świetnymi rezultatami na DKW SPORT 250 z 1937r.) postanowił rekreacyjnie tym razem pojechać na Rydzynę. Jego lśniący H-D jest na dotarciu, więc jak sam słusznie stwierdził, musi go jeszcze dobrze wyczuć... Zostajemy pod zamkiem patrząc jak inni szykują się już powoli na start, a my w tym czasie robimy szybką sesję (fotki na kalendarz) w parku oganiając się od kąsających nas wygłodniałych komarów...

W międzyczasie spotkałem „starego” znajomego z zeszłorocznej edycji rajdu tj. naszego forumowego doktora, tym razem na AVO Simsonie z koszem z całą rodzinką, a i niebawem podszedł do nas też Kolega bandurko ze swoją dziewczyną wręczając mi od razu na powitanie pakiet nowiutkich gumowych opasek do Osy. Wielkie DZIĘKI Kolego bandurko i Tobie doktorku. Nie no ja tak nie mogłem tego zostawić też poczęstowałem oskowymi gadżetami kolegów, pogadaliśmy o tym o tamtym wyczekując i nasłuchując bezskutecznie oskowego brzęczenia... Po cichu myślałem, że pojawi się nasz Piotrek – nie - też go nie było – pomyślałem przecież każdemu może przytrafić się jakaś awaria, czyżby też go to spotkało???... Nie wiem co się stało... Podobno miał być też Kolega leszek-leszek z tego co się na miejscu dowiedziałem. Niestety jak się potem okazało pierwszego dnia rajdu nikt już więcej Osą się nie pojawił. Szkoda. Zostałem sam...

Do domu wróciliśmy cali i bez większych kłopotów wstępując jeszcze na nasz kartodrom, gdzie odbywały się próby sprawnościowe i gdzie byłem umówiony z Kolegą mpwit i jego towarzyszami. Byli oni na swoich Virażkach w towarzystwie Staszkowej WFMki, przy okazji zwiedzając nasze piękne okolice i jak sam pilot wycieczki Maciej stwierdził boczna trasa, którą wybrali bardzo im przypadła do gustu. Była spokojna, drogi równiutkie, a okolice bardzo malownicze – mieli co podziwiać i oglądać. Fajnie! Mieliśmy jeszcze podjechać do Muzeum Macieja i Jana Pedów obejrzeć m.in. nasze lotnicze skarby, lecz pogoda zaczęła się psuć i chłopaki stwierdzili, że spokojnie następnym razem wszystko sobie dokładnie obejrzą. Jasne w końcu z Witaszyc do Gostynia nie jest aż tak daleko - zapraszam. Dzięki Koledzy za okazaną cierpliwość w oczekiwaniu na mój przyjazd... Drugiego dnia rajdu 3.05.2010r. rano lecimy do Leszna na rynek tam ma być ogłoszenie wyników i ma pojawić się nasza forumowa Oska. Pogoda niespecjalna (zimno i deszczowo) ale siadamy w auto i rura. Jak się okazało nasz Kolega MOTOR43 dotrzymał danego słowa i przyleciał niedotartą Oską na leszczyński rynek...

Zachęcam wszystkich osiarzy, by pojawili się w następnym roku na Zamku w Rydzynie koniecznie! Dziękuję wszystkim i do zobaczenia za rok!

Pozdrawiam
marso.

Galeria